Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyjrzyjmy się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyjrzyjmy się. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2014

Przyjrzyjmy się #5 - "Księżniczka polskiego popu"

Dzień dobry!
Leniwa niedziela. Za oknem śnieg, a w odtwarzaczu po pustej przestrzeni domu (wszyscy powychodzili gdzieś ze swoimi sprawami, a Ja zostałem - jako iż na dworze 14 stopni na minusie, domofony i samochody psują się pod wpływem wszechobecnego zimna, metal się kurczy, a nosy czerwienieją i to nie od zbyt dużej ilości alkoholu) sączy się delikatna muzyka i uroczy damski wokal. Jak obiecałem - dzisiaj będziemy się przyglądać pewnej artystce. Jak to u mnie zwykle bywa - naszej rodzimej muzykantce. Ów Polka ma to do siebie, iż jest istnym fenomenem. Ktokolwiek nie usłyszy jej wokalu, oniemiewa i popada w głęboki zachwyt nad jej wybitnym talentem. Na pewno ta cecha przyczyniła się do tego, że popowa aczkolwiek trochę bardziej niszowa artystka w internecie zyskała zdecydowanie więcej obserwatorów i przesłuchań niż twórcy popu bardziej komerycjnego. Zapraszam do przyjrzenia się Izie Lach! :)

Gatunek: Mieszanka muzyki elektronicznej z indie popem.

Skład: Iza w dużej mierze sama komponuje swoje utwory, pisze do nich utwory oraz je produkuje, aczkolwiek zdarzało się, iż pomagał jej sam Snoop Dogg pod tajemniczą ksywką Berhane. Na koncertach zaś wspiera ją skład w postaci dwóch panów gitarzystów i perkusisty.

Dyskografia: "Już czas" (2008), "Krzyk" (2011), "Off the wire" (2012), "Good Friday (EP)" (2012)

Hity z radia: "Nic więcej", "Chociaż raz", "Już czas", "Nie"

Co polecam poza wyżej wymienionymi?: "Teraz już", "Futro", "Wydaje mi się", "Zatrzymaj czas", "Time of the year"

Rodzinny interes.
Iza muzykę ma w genach. Jej brat to wokalista i gitarszysta polskiej grupy rockowej (którą Iza wspiera w piosence Superstar) L.Stadt - Łukasz Lach, a przy okazji grywa też na fortepianie. Siostra Izy - Katarzyna Lach - była basistką w słynnej (między innymi za sprawą "Ławki") grupy Formacja Nieżywych Schabuff. Poza tym jej kariera zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie. W wieku pięciu lat wygrała słynny swego czasu program "Od Przedszkola do Opola" z tą różnicą, że ona zawędrowała w swojej karierze zdecydowanie dalej niż do miasta muzyki na Nizinie Śląskiej. Już w wieku trzynastu lat skomponowała i nagrała we własnym pokoju swój pierwszy utwór - "Już czas", który pięć lat później stał się tytułowym motywem debiutanckiego krążka (ostatnio coś mam tendencję do pisania o debiutujących osiemnastolatkach :P). Płyta utrzymana w stylistyce wówczas rodzącego się polskiego popu pomieszanego z alternatywą. Mam bardzo dużo skojarzeń z "Miasto Manią" Marii Peszek i "Moimi Piosenkami" Moniki Brodki.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Przyjrzyjmy się #4- "Muzyka Końca Lata"

Muzyka Końca Lata w pełnym składzie- piękne zdjęcie
autorstwa Kamili Szuby.
Uprawiany gatunek: Neobigbit, rock, ale tylko ten najbardziej romantyczny i balladowy, indie 

Skład zespołu: Bartosz Chmielewski (wokal główny, gitara), Marcin Biernat (gitara, wokal), Piotr Majszyk (gitara basowa), Darek Gosk (perkusja), Ola Bilińska (pojawia się często jako druga wokalistka, więc warto również o niej wspomnieć)

Dyskografia: Demo (2003), Jedno wesele dwa pogrzeby (2006), 2:1 dla dziewczyn (2007), PKP Anielina (2011), Szlagiery (2013)

Hity z radia: Dokąd, 2001-2007, Fenoloftaleina, Nie ukryjesz się przede mną, Żabi

Co ja polecam poza tymi wyżej?: Johnny, Shake banana, Wakacje w mieście, Wiosna, Zima, Zmiana czasu, 16 skończy w czerwcu i poza tym WSZYSTKO!


Cóż lato się już na pewno skończyło. Kończy się również listopad, ale halo! Zaraz! Ten post miał być jakoś w październiku! Troszkę się ociągałem na blogu- w życiu poza blogiem już trochę mniej, ale o tym zaraz. Także dzisiaj opowiem Wam o zespole, który gra muzykę bardzo przyjemną, sielankową i która na pewno spodoba się wielu, którzy kochają polską muzykę, a akurat nie mają czego słuchać. I chociaż nazwa sugeruje, że zespołu najlepiej słucha się późnym latem, tudzież (nigdy nie wiem kiedy się to stosuje, także wszelkie gafy wytykajcie w komentarzach) jesienią, to tej sympatycznej trupy muzycznej z okolic Warszawy można słuchać o każdej porze roku! Standardowo- zapraszam do lektury :)

Grupa początkowo miała być projektem dla niewielkiego składu, a wszystkie kwestie nagrywania piosenek były rozwiązywane dość innowacyjnymi sposobami. Dlaczego? Gdyż w 2002 roku, gdy spotkali się trzej przemili panowie- Bartosz Chmielewski, Bartosz Gromulski i Mateusz Banasiuk, postanowili, że swoje pierwsze demo nagrają poza wielkimi korporacjami muzycznymi i z dala od wrzawy, panującej gdzieś pośród radiowego szumu, spowodowanego pewnie złym ustawieniem anteny. Jak więc nagrywali? Otóż pierwsze demo Muzyki Końca Lata jeszcze w niepełnym składzie, powstało na strychu! Tak, tak- nie inaczej! Patrząc, iż był to 2002 rok, gdzie o tak dobry sprzęt jak dzisia i warunki studyjne było o wiele ciężej niż dzisiaj, to był to bardzo ciekawy sposób tworzenia. Dema nigdzie niestety nie dane mi było przesłuchać, chociaż obstawiam, że w ten sposób powstały zaczątki pierwszej oficjalnej płyty zespołu- "Jedno Wesele Dwa Pogrzeby", wydanej dopiero cztery lata później. 

"Jedno Wesele Dwa pogrzeby"  to swoisty muzyczny znak pierwszej połowy pierwszej dekady XXI wieku. Młodzieńcze teksty, opisujące- czasem może trochę groteskowo- doskonale polską rzeczywistość (polecam np. "Wakacje w mieście", czy też "Skąd jest ten wiatr?"), jest szaleństwo, buzująca z każdej strony młodość, przeplatająca się z pięknym romantyzmem (nie mylić z Mickiewiczem). Z resztą ciekawe teksty to jeden z najmocniejszych punktów Muzyki Końca Lata w całej ich twórczości. Ale oprócz tego, że płyta opisuje dokładnie jak wtedy wyglądała nasza ukochana Polska kraina mlekiem i miodem płynąca, to muzycznie również pokazuje, co było wtedy trendy. 2006 to rok, kiedy "trendi" w polskiej muzyce były Strachy na Lachy, a ich "Dzień dobry, kocham Cię" dalej zajmowało pierwsze miejsca na listach przebojów, oprócz tego największa świetność Happysadu (z którymi z resztą band współpracował). Wtedy debiutuje Maria Peszek, której płyta "Moje miasto"- z resztą jak i dwie pozostałe- jest na językach wszystkich (co o niej mówią, to już nie ważne). Równie popularne wtedy Hey, który śpiewa ballady o kochaniu mimo wszystko i Myslovitz, które pyta, czy lepiej jest mieć, czy być. Te wszystkie inspiracje ja na tej płycie słyszę. Mamy tutaj rytmy reggae, krótkie, urywane co chwila gitarowe akordy (czym charakteryzował się bardzo np. Happysad), romantyczne ballady (prześliczne "Żabi", które polecam z całego serca), ale również i gitarowe szaleństwo. 

Płyta przyjęła się całkiem nieźle i pewnie to zadecydowało o tym, że już wkrótce pojawiły się- wydane zaledwie rok później "2:1 dla dziewczyn" (z której pochodzą takie cuda jak "Fenoloftaleina", czy "Ekstramocne", kontynuujące to, co grupa zaczęła poprzednią płytą, stawiające przy tym jednak na zainteresowania polskim big-beatem lat '60 XX wieku i wydany w 2011 po krótkiej przerwie "PKP Anielina"- najlepiej przyjęty przez publikę krążek.







Przez "PKP Anielinę" poznałem właśnie Muzykę Końca Lata. Przy tej płycie zespół przeszedł sporą przemianę- stylistyka może i została w większej mierze taka sama, aczkolwiek piosenki wydają się zdecydowanie bardziej przebojowe- nastawione na puszczenie na dobrej imprezie, do których wszyscy będą się świetnie bawić i tańczyć. Oprócz tego pozostawienie poprzedniej wytwórni i przyłączenie się do Thin Man Records- bohatera na naszej rodzimej scenie muzycznej- grupy, która wypromowała między innymi grupy UL/KR, Maki i Chłopaki, czy Kobiety,ale także i mniej znane np. Płyny (które wydały jedną, wspaniałą płytę i grają dalej). Thin man ostatnio zaczął współpracować jeszcze z kilkoma perełkami, na które potencjał bardzo liczę. Wracając do samej Anieliny- doskonała współpraca wytwórni z TVN-em zaowocowała tym, że pierwszy singiel z płyty- "Dokąd?" dał się poznać zdecydowanie szerszemu gronu publiczności niż dotychczas, grupą zaczęło się interesować coraz więcej ludzi. Wtedy w świat poszedł kolejny świetny utwór promocyjny- "2001-2007". Oba znowu aż do wyrzygania romantyczne. Widać, że grupa się też trochę uspokaja- już samo zaczynające "Lato 2004" i tytułowe "PKP Anielina" zdecydowanie odbiegające od wcześniejszej twórczości. Są też moje największe faworyty z całej ich dyskografii- "Johnny" i "Dworcowa". Znowu przepełnione wszechobecną miłością. Wkrótce jednak grupa wraca do starego, big-beatowo rock and rollowego wcielenia w "Koguciku", "Wiośnie" i "Zimie", które również są zdecydowanie bardziej przyswajalne dla normalnego słuchacza niż wcześniej. Ogółem- wyciszenie się, przyniosło grupie zdecydowanie większy komercyjny sukces, a przy tym dalej prezentując bardzo dobry poziom! W 2013 świat ujrzała jeszcze składanka największych hitów grupy- "Szlagiery" z dwiema nowymi piosenkami- "Shake Banana" i coverem starego hitu gruby ABC "Nie ukrywaj się przede mną"- polecam każdemu jako świąteczny prezent, kto chce się zapoznać z twórczością Muzyki Końca Lata.



To będzie tyle z mojej strony! Mam nadzieję, że nie zanudziłem Was moimi wywodami!
Do następnego razu- a to niedługo, bo muszę Wam sporo opowiedzieć, co się u mnie dzieje.
A dzieje się wiele.

Waflekins.



wtorek, 9 kwietnia 2013

Przyjrzyjmy się #3- czyli "Jak to Waflekins zapoznaje się z britpopem"

Sympatyczny obrazek przedstawiający członków grupy :)

Skład zespołu Blur: Damon Albarn, Graham Coxon, Alex James, Dave Rowntree

Gdzie? Jak? Kiedy?- Powstali w Colchester (Anglia) i działają od 1989 z drobną przerwą między 2003, a 2009 rokiem aż do teraz.

Dyskografia: kolejno "Leisure", "Modern Life is rubbish", "Parklife", "The Great Escape", "Blur", "13", "Think Tank"

Największe hity: "Song 2", "Girls and Boys", "Tender", "Beetlebum", "The Universal"




Na ogół...
Nie słuchałem gatunku muzyki britpop, ponieważ zawsze wydawał mi się za lekki muzycznie, a zarazem zbyt ciężki do przełknięcia zwłaszcza, że wiele z nich to rzewne pioseneczki pisane przez zrozpaczonych, metroseksualnych mężczyzn w kierunku płci pięknej (żeby nie było- w żadnym wypadku nic do nich nie mam!). Kolejnym powodem jest to, że są to zwykle rockowe boysbandy, a ja zdecydowanie bardziej lubuję się damskim wokalem- co chyba widać po zawartości bloga ;)

Jednak gdy stwierdziłem we wrześniu 2012 roku, że jadę na Opener'a i tym razem trafię tam choćby nie wiem co, wypadałoby się zapoznać z pierwszym headlinerem. Za pośrednictwem portalu, zrzeszającego openerowiczów (jeżeli ktoś byłby zainteresowany jest to strona Brotherhood Of Open'er), dowiedziałem się, że polecają na początek płytę Parklife- trzecią z dorobku zespołu, wydaną w 1994 z gnającymi przez okładkę psami- bodajże hartami, aczkolwiek głowy nie dam sobie uciąć.

Pierwsze wrażenie.
Co jak co, ale stylóweczka musi być.
Młodzi, gniewni i szaleni.
Nigdy jeszcze nie spotkałem się z zespołem, którego albumy byłyby tak eklektyczne. Grupa łączy  nowoczesną elektronikę, zadziorność gitar elektrycznych, genialne linie basów, chwytliwe refreny Damona Albarna i wiele, wiele innych rzeczy. Słuchając Parklife moje miny przechodziły przez wszystkie odcienie zdziwienia, nie potrafiąc uwierzyć, że ciągle słucham jednej płyty. Od wpadającego w ucho disco-elektro Girls and Boys (ciekawostka- piosenka posiada remix przygotowany przez Pet Shop Boys), punkowe Bank Holiday, aż po spokojne End of a Century, czy z deczka francusko brzmiące To the end grupa tworzy niesamowity klimat, w który wpada się jak do pułapki i już nie da się od tych brzmień uwolnić. Najbardziej weszło mi jednak z tego albumu do głowy Magic America- perełkę, którą chciałbym usłyszeć na żywo. Ale czy portal dobrze doradził mi co do wyboru pierwszej płyty? Nieobeznanym zdecydowanie bardziej polecam swoisty the best of- Midlife: A Begginer's Guide to Blur, zanim porwiecie się na głęboką wodę.

Wypoczynek i Syfy modernistycznego życia

Leisure oraz Modern Life is Rubbish to płyty studyjne, za które zabrałem się następnie- może ze względu na równie fajne okładki co Parklife? Od razu dodam, że jeżeli chodzi o oprawę graficzną (czy to płyt, czy
Sympatyczna pani pływaczka z okładki aż zachęca
do posłuchania krążka! Mam nadzieję, że pływając
nie rozmaże jej się zbytnio makijaż :)
teledysków) grupa przechodzi sama siebie. Nie zapomnę, gdy pierwszy raz zobaczyłem teledysk to Girls and Boys- cieszę się, że moje oczy nie wypadły z orbit, a szczęka nie odkręciła się zawiasów, z gruchotem padając na podłogę. Oddaje on schizowość całości utworu- z resztą, zobaczcie sami! (niestety, serwer odmówił mi posłuszeństwa i musicie sami znaleźć sobie teledysk na tak zwanym "Jutjubie")

O rany! Miałem jednak mówić o Leisure- czyli debiucie Bluru na scenie muzycznej! Czemu nikt na mnie nie krzyczy i nie tupie nogą, że odbiegam od tematu? Leisure jest zatem już zupełnie inną płytą- mamy tutaj już tylko instrumentalne wykony, a elektronika schodzi trochę na drugi plan. Rozpoczyna się od She's so high z uzależniającym refrenem, ostry jak sos wasabi Repetition (który z początku brzmi dosyć trip-hopowo), skoczne Come Together (nawiązanie do Lennona?), czy Wear Me Down. Dla fanów spokojniejszych brzmień polecam Sing i Birthday (które bardzo, bardzo lubię). Płytka w dechę, a chętnych na coś więcej zapraszam do rodzinnego śniadania z ekipą Bluru! Oto obrazek do piosenki There's no other way:


Dlaczego zostawiłem w tytule dwie płyty? Bo uważam, że Modern Life is Rubbish jest doskonałym przedłużeniem tego, co grupa prezentuje poprzednio, aczkolwiek już zaczyna się robić trochę bardziej elektronicznie. Refreny są jeszcze bardziej dopracowane np. For Tommorow, akustyczne Miss of America (oni posiadają ten sam syndrom co Red Hot Chili Peppers z Kalifornią- tyle, że blur zabiera się za całą Amerykę), czy Sunday, Sunday ze skoczną perkusją (ale tekstowo już jakby z End of a Century). Najbardziej lubię jednak Blue Jeans (zero skojarzeń z panią Laną Del Rey, proszę was!)- z którym miałem okazję się zapoznać na składance, podanej już wcześniej. Warte posłuchania jest też Presure on Julian- gdzie słychać już klimaty, za jakie zabierze się blur na płycie Parklife- czyli szaloną elektronikę.

Mam czołg. I nie oddam!

Potem grupa wydała jeszcze trzy albumy- są one jednak znane za sprawą najsłynniejszego hitu grupy, Song 2, czy rzewnego Tender (z którym fani wiążą pewne plany na Openerze- jest akcja na fejsbuku, ale ciiiicho, żeby blur nie słyszał ;)), czy Beetlebum (napisanego na cześć byłej kochanki Damona Albarna) . Ja jednak skupię się już na ostatniej. Na Think Tank z 2003 roku grupa dalej to brtitpop- już po wielkim boomie na ten gatunek. Korzysta dalej umiejętnie z szerokiej gamy elektronicznych dodatków, subtelnie mieszając w kotle muzyki współczesnej- jest to ładne, wakacyjne Good Song, Moroccan People Revolutionary Blows
Panowie pod parasolką- mimo, że nie pada- trochę starsi,
ale wciąż z genialnymi pomysłami.
Up
z soczystym basem (który jak ktoś mi zagra, to uściskam). Podoba mi się też Brothers and Sisters, trochę kojarzące się z The Doors. Utworem najdziwniejszym jest za to Crazy Beat, ale jednak również na plus. Grupa po nagraniu tego krążka rozpada się (Albarn woli śpiewać np. w Gorilazz- tak, tak, drodzy czytelnicy głos dla znanego wszystkim 2-D podkłada ten sam wokalista, który śpiewa Song 2- zdziwieni?), by powrócić z nienacka w 2009, a co będzie dalej? Czy coś kiedyś nagrają? Tego nie wiedzą nawet najstarsi Górole :)
Miejmy nadzieję, że tak, bo blur wybitnym zespołem jest.
Ja za to czekam na Openera i słuchając The Universal- z pominiętego The Great Escape (nie jest to zła płyta, po prostu jeszcze jej tak nie znam, by opowiadać o niej publicznie)- kończę notkę, wysyłając wam moc pozdrowień, buziaków i uścisków. 



Masz jakiś pomysł, o czym miałbym napisać? Chcesz coś polecić? A może po prostu lubisz pohejtować i wyżyć się na moim blogu? Pisz czym prędzej maila na adres muzycznekorki@gmail.com! Wszystko odczytam (chociaż już dawno na niego nie wchodziłem, ale zaraz to zrobię. Na pewno!) i odpiszę na wasze korespondencje ;)
A teraz pozostawiam was oczekujących na kolejną notkę- która już wkrótce :)

Waflekins.

piątek, 25 stycznia 2013

Wniosek- odrabiaj zadania domowe! Przyjrzyjmy się #2


Notka o...

Pseudonim artystyczny: Adele.
Prawdziwe imię i nazwisko: Adele Laurie Blue Adkins.
Kraj: Anglia.
Na scenie od: wrzesień 2006
Dyskografia: "19", "21"
Największe hity: Rolling in the deep, Skyfall, Someone Like You, Hometown Glory.






Kim jest?
Wszyscy znamy jej najsłynniejsze radiowe przeboje. Druga płyta 21 osiągnęła przeogromny sukces komercyjny. Wydana jeszcze na początku 2012 roku, do dziś utrzymuje się we wszystkich zestawieniach, najlepiej sprzedających się produkcji. Urodziła się w 1988 roku w Anglii, gdzie również się wychowała. Obecnie matka młodego, zdrowego synka, którego ojcem jest Simon Konecki- partner Adele. Swój pierwszy krążek wydała w wieku 20 lat, jednak debiutancka 19, nie odniosła takiego sukcesu jak jej następczyni.

Odrabiaj lekcje, a staniesz się sławny!
Jej historia jest dosyć zabawna, bowiem wszystko zaczęło się od zwyczajnego zadania domowego. W maju 2006 ukończyła bowiem BRIT School for Perfoming Arts & Technology, gdzie uczęszczała również Leona Lewis. Pracą zaliczeniową było nagranie dema- trzy piosenki, które Adele stworzyła, aby ukończyć przedmiot, wrzuciła na portal myspace. Stało się niemożliwe. 18-latka nie spodziewała się na pewno, że jej projekt stanie się hitem sieci. Kilka dni potem dostaje telefon od wytwórni XL Records. Takie rzeczy mają prawo dziać się tylko w angielsko-amerykańskich realiach. Z początku dziewczyna nie dowierzała, ale sen stał się jawą. Niemal ledwie po ukończeniu szkoły dostała propozycję profesjonalnego nagrywania. Pierwszym jej zadaniem był duet z debiutującym wtedy Jackiem Penatem w piosence "My Yvonne". Kolejne osiągnięcie jednak czekało na Adele dopiero w 2007, kiedy wydała swój pierwszy utwór, zapowiadający debiutancką płytę Hometown Glory. Piosenka sprowokowana została przez matkę artystki, która nie chciała, by córka próbowała swoich sił w "biznesie bez przyszłości", a zamiast tego udała się na studia i realizowała się zawodowo. Z początku ballada na pianino w ogóle nie cieszyła się powodzeniem. Mimo to po wydaniu płyty, singiel został kupowany w serwisie iTunes mnóstwo razy, a następnie zaczął dostawać nagrody- jak na przykład ta z 2010, nagroda Grammy w dziedzinie- Best Female Pop Performance (na polski- "Najlepszy wykon kobiecej muzyki Pop"). Płyta 19- której nazwa pochodzi od wieku artystki, w którym wydawała- jest bardzo dobrym krążkiem. Znajdują się tutaj takie kompozycje jak Chasing Pavements, Cold shoulder (do których nagrano świetne teledyski!!), mniej znane, ale oparte na przyjemnej melodii Right as Rain oraz absolutny faworyt z płyty- cover ballady Boba Dylana- Make You Feel My Love. Płyta ogólnie jest bardzo przyzwoitym debiutem, z odrobiną blues'a, jazzu, silną dawką bardzo dobrego popu, alternatywy, a wszystko "przyprawione" doskonałym wokalem Adele.



Trzy lata później...
Adele jest już bardzo dojrzałą wokalistką, wie czego chce w muzyce, czego dowodem jest płyta 21- tym razem z wielkim sukcesem komercyjnym od samego początku za sprawą singla Rolling in the deep, napisanym po rozstaniu z poprzednim narzeczonym. Cała płyta jest utrzymana w nastroju "nostalgii po rozstaniu"- mamy tutaj wiele rzewnych ballad na pianino pokroju Someone like You, Don't You remember, czy też Turning Tables. Jest także kilka energetycznych przebojów, które świetnie wypadają koncertowo- I'll be waiting, Rumour has it oraz He won't go. Ponownie mamy do czynienia z coverem- a w wersji deluxe albumu (bo taka też istnieje :)) aż trzema! Adele prezentuje nam piosenkę zespołu The Cure oraz dwie piosenki z kanonu muzyki country- są to utwory Hiding My Heart oraz If I hadn't been in love- warto wspomnieć, że te piosenki znajdują się tylko w wersji deluxe w Polsce, Bułgarii oraz Wielkiej Brytanii! 21 to płyta o wiele bardziej nastawiona na masowego odbiorcę i zdecydowanie inna w zawartości od debiutu. Jest również o wiele dojrzalsza, a piosenkarka wkłada w utwory- moim zdaniem- całe swoje serce.



Co dalej?
21 wciąż odnosi sukcesy, a wokalistka jeździ z nim wszędzie i koncertuje. Wciąż udziela wywiadów i zachowuje w nich tą pozytywną energię, za jaką ją znamy. Adele została matką w zeszłym roku, a przygotowania spowolniły proces powstawania jej najnowszej płyty. Zanim to się stało, artystka ponoć stworzyła już kilka piosenek- jak sama przyznała mediom- płyta będzie o wiele bardziej energiczna i utrzymana w konwencji girl power. Artystka przyznała, że być może scoveruje na płytę również piosenkę grupy INXS, która niewątpliwie od wielu lat stanowi dla niej inspirację. W tym czasie nagrała też piosenkę do filmu Skyfall, który cieszy się równie dużą popularnością, zajmując pierwsze miejsca na listach przebojów. Jednak kiedy nowa płyta ujrzy światło dzienne? Wciąż nie znamy terminu...

Dziękuję wam za przeczytanie artykułu, mam nadzieję, że się wam podobało. Zapraszam też gorąco do przeczytania innych postów. Jutro przedstawię dwa nowe artykuły (!), które będą jednak zdecydowanie mniejsze. Za to kolejny duży artykuł będzie o...
Nic wam nie powiem.
Wstawię tylko piosenkę, jako małą zapowiedź :)
Zapraszam do pisania na maila muzycznekorki@gmail.com, gdzie możecie dzielić się swoimi spostrzeżeniami i polecać zespoły, o których chcecie poczytać u mnie na blogu.
Do następnego!



Waflekins.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Przyjrzyjmy się... #1 "Wstawać małymi kroczkami"


Kto  nie kojarzy ze słuchu takich hitów jak "Sen", "Ostatni", czy też "Opowieść" potocznie chrzczona na nowo przez nieobeznanych jako "Przemoknięte serca miast". Niewątpliwie kobieta, którą weźmiemy na celownik jest jedną z największych gwiazd postkomunistycznej polski lat '90. To właśnie jej przeboje znają dziś wszyscy Polacy, czy tego chcą, czy nie- ze stacji radiowych, seriali etc. Edyta Bartosiewicz mimo iż nie wydała żadnych płyt przez ostatnią dekadę wciąż jest znana, a na jej powrót czekają rzesze fanów- rosnące z każdą kolejną generacją. Jak doszła do sukcesu "polska Janis Joplin"? Co się z nią teraz dzieje? Wszystko postaram się przybliżyć w dzisiejszym w wpisie! Zapraszam do lektury!










Miłość po angielsku.
Dorastać młodej Edycie Bartosiewicz przyszło w szarych i nieprzyjemnych czasach komuny. Wychowała się w Warszawie i po ukończeniu Liceum jak na grzeczną dziewczynę przystało poszła na studia. W wieku 21 lat decyduje się na wyjazd do Londynu, gdzie świat wyglądał na pewno inaczej- pod każdym względem. Wraca do ojczyzny kompletnie odmieniona- porzuca studia i marząc o podbijaniu muzycznych scen całego świata tak jak w znanych american dream dołącza do pięciu mężczyzn, którzy grali pod nazwą Staff. Dosyć szalony pomysł, ale przynosi efekty grupa już jako Holloee Poloy wygrywa Mokotowską Jesień Muzyczną. Nagrodą jest nagranie debiutanckiego krążka. W październiku 1988 roku rozpoczyna się proces twórczy, który trwa aż do maja '89. Na krążku The Big Beat- wydanego nakładem wytwórni Polskie Nagrania- słychać jaki wpływ na młodą Edytę wywarł pobyt za granicą. Grupa czerpie niesamowite inspiracje od zagranicznych kapel rockowych jak Prince, czy też The Police i sprytnie wkomponowują w całość jazzrockowe akcenty inspirowane m.in. Brianem Eno. Wszystkie teksty na płycie powstały po angielsku, ale niestety żaden z nich nie należy do Edyty. Album sam w sobie bije energetyzmem i doskonałymi gitarowymi riffami. Płyta nie wpasowywała się ani trochę w nic, co powstawało wówczas w Polsce- nie znajdziecie nic, co przypominałoby chociaż trochę Holloee Poloy. Gdy u nas pierwsze skrzypce grały nowa fala, punk-rock i rodzące się rockowe evergreeny, grupa zdecydowała się na pomieszanie awangardy, jazzu, rocka i funku. Niestety mimo samych zalet The Big Beat nie odniósł upragnionego sukcesu i grupa rozpadła się. Dla Bartosiewicz był to jednak dopiero początek. W tym samym czasie, gdy wielki Mur Berliński upada, artystka zostaje okrzyknięta przez nowo powstałe magazyny muzyczne "Najlepszą wokalistką", a niejaki Kuba Wojewódzki rozpisuje się na temat świetności Holloee Poloy. Wraz z Rafałem Paczkowskim Edyta wraca do studia nagraniowego- tym razem w szanowanej firmie Izabelin Studio- aby nagrać materiał na pierwszą solową płytę wokalistki. Love jest niejako muzyczną kontynuacją poprzedniego projektu- wciąż słychać tutaj inspiracje awangardą. Tym razem teksty są już tylko i wyłącznie autorstwa piosenkarki. Jak sama nazwa wskazuje są to głównie ballady o miłości. Płyta wydana zostaje przez dwa wydawnictwa- Izabelin Studio zajmuje się wydaniem polskim, natomiast dzięki umowie ze wytwórnią Chrysalis Love sprzedawane jest również w Wielkiej Brytanii. Płyta- tak samo jak poprzedni album- nie zyskuje dużej popularności. Sama piosenkarka nazwała ją po wielu latach "jedną wielką zagraniczną balladą". Osobiście średnio przepadam za tą płytą- po kilku przesłuchaniach wraca się sporadycznie do pojedynczych utworów- brakuje tej energii z Holloee. Godne uwagi są If, Have to carry on oraz Clouds... they block my way no i tytułowe Love. 




Miłość, ale też i seks- tym razem po polsku.
Edyta Bartosiewicz wydaje się niezrażona niepowodzeniami. Sam Izabelin również nie traci wiary w wokalistkę- w końcu jej umiejętności wokalne doceniane są na każdym kroku. Po dwóch latach artystka nagrywa swoją trzecią płytę- Sen. W samej Polsce dużo się zmieniło- świat zakochał się w muzyce z Seattle, którą rozpropagował w naszym kraju Hey. Zespoły rockowe z wokalistkami na czele dominowały, a w Polsce zapanowała moda na rocka. Bartosiewicz wiedziała tym razem za co się zabrać- Sen to zupełnie inna muzyka niż Love. Gdyby nie charakterystyczny wokal, można by śmiało stwierdzić, że to muzyka dwóch różnych grup. Płyta przesycona gitarowym powerem, polskimi tekstami- już nie tylko o miłości odniosła ogromny sukces komercyjny. Mamy tylko jedną rzewną balladę o miłości, mogącą przypominać poprzedni krążek- mianowicie Before You Came- przedostatnią piosenkę z płyty. Każdy singiel po kolei zajmował pierwsze miejsce na listach przebojów w radiu. Edyta Bartosiewicz stała się z dnia na dzień (a raczej z płyty na płytę) jedną z najlepszych artystek w oczach Polaków. Krążek był też ciekawie promowany- np. w dołączonej do biografii Hey'a z 1994 roku ulotce Izabelin Studio mamy wielkie zdjęcie artystki i równie duży napis- "NOWA PŁYTA BARTOSIEWICZ. PO POLSKU. PEŁNA KONTROLA NAD MUZYKĄ- ZERO KONTROLI NAD EMOCJAMI". Firma w końcu mogła cieszyć się ze stworzenia maszynki do robienia pieniędzy. Z płyty Sen najbardziej polecam piosenki- Sen, Angel, Żart w Zoo i Zabij swój strach. 




Jak stworzyłam swój największy hit?

Rok 1995 Edyta zaczęła, pomagając przy składance Tribute to Eric Clapton, na której wraz z jednym z gitarzystów Hey'a- Marcinem Żabiełowiczem- skomponowała cover przeboju Wonderful Tonight. Kompozycja dociera- jako singiel promujący album- do 2. miejsca Listy Przebojów Programu 3. Artystka jednak nie miała zamiaru spoczywać na laurach- obcięła włosy, przefarbowała się na niebiesko i zaprezentowała teledysk do pierwszego singla z nowej płyty- Szok'n'Szoł. Szał- bo taką nazwę nosił utwór promocyjny- był szybkim utworem, przez wielu ocenianym nawet jako punkowy wykon. Wbrew pozorom płyta wcale nie pasowała gatunkowo do punku- bardziej bazowała na sukcesie Snu i prezentowała spokojne rockowe ballady, przeplatane kolejnymi przebojowymi "ożywiaczami". To stąd pochodzi jeden z największych hitów artystki- "Ostatni", którego fenomen jest dosyć zabawny. Artystka stworzyła po prostu niezbyt skomplikowaną piosenkę, graną na 4 akordach gitarowych- w refrenie jeszcze dołącza się pianino. Tematyką powraca do pierwszej solowej płyty. Mimo to Ostatni utrzymywał się wyjątkowo długo na szczycie Listy Przebojów Trójki. Z Szok'n'Szoł godne do poznania są Czas Przypływu, Podwodne miasta, Ostatni (jak ktoś nie zna, to koniecznie!!!!) i Zegar- do którego teledysk otrzymał wiele nagród



Zamiana tożsamości, Boogie, Mandarynki i Zniknięcie- opowieść rodem z filmu sci-fi.


"Coś zmieniło się (...) jak dawniej nigdy nie będzie już" śpiewała na kolejnej płycie Bartosiewicz. W ciągu dwóch lat po wydaniu Szok'n'Szoł coś stało się z piosenkarką i to słychać na jej kolejnej płycie, Dziecko. Jest już zdecydowanie spokojniej niż na dwóch poprzednich krążkach, tekstowo za to cała płyta przeszyta jest nostalgią- traktuje ona o starości, nagłym zniknięciu, odchodzeniu, nieudanej miłości. Zaledwie kilka piosenek ma stary, pozytywny przekaz. Dziecko jest pierwszą płytą, na której Edyta sama gra na gitarze- do czego namówił ją jeden z kolegów z zespołu. Kompozytorem Edyta jest genialnym, co słychać na chociażby singlowym Skłamałam, czy Boogie- czyli zemsta jest słodka (jednej z nielicznych energicznych piosenek na płycie)Nie inaczej jest na kolejnej płycie- Wodospady- single dalej zyskują wysokie notowania, jednak całość artystyczna jest... inna. Dojrzalsza. Muszę przyznać, że Wodospady należą do płyt, które nie za często znajdują miejsce u mnie w odtwarzaczu. Męczy mnie powolny klimat, jak dla mnie na płycie jest trochę zbyt duszno i erotycznie. Lubię wracać do Siedmiu Mórz i Siedmiu Lądów i Miłości jak Ogień- ale to wszystko- w porównaniu do poprzednich dokonań jest wyjątkowo słabo. I wszystko byłoby piękne i przyjemne, gdyby nie mroczne wizje z piosenek Edyty nie spełniły się. Rok 1999 to ostatnia- jak na razie- premiera ostatniej płyty wokalistki. Dziś są moje urodziny to składanka najlepszych przebojów wraz z dwiema nowymi kompozycjami- XXI Wiek (który jest jednym z moich ulubionych numerów artystki- wyśpiewana na wielu ścieżkach w refrenie obawa przed kolejnym stuleciem porywa i gdy się raz ją przesłucha, zawsze będzie się do niej wracać) oraz Mistrz- poświęcony synkowi Edyty. The Best Of miał być zwiastunem nowej płyty- bowiem zaraz po wydaniu składanki, światło dzienne ujrzał singiel z płyty, która ponoć miała nazywać się Inna. Piosenka Niewinność- ostatni przebój solowej Bartosiewicz, wyjątkowo działający na emocje i wyobraźnię. Aż nazbyt proroczy.



Zawsze wietrzyłem w tym utworze jakiś podstęp- zagadkę rodem z filmu sci-fi, która pozostaje nierozwiązana do dzisiaj. Płyta Inna po prostu przekładana z miesiąca na miesiąc od premiery nigdy nie dotarła do słuchaczy. Teorii jest wiele- jedni mówili, że "polska Janis Joplin" straciła głos- próbując udowodnić, iż głos Edyty w Niewinności łamie się i nie jest taki sam jak dawniej. Inni głosili, że ma problemy z narkotykami- co próbowali udowodnić przyrostem wagi i depresyjnymi tekstami, następni, "że wypaliła się", a jeszcze inni podtrzymywali teorię jakoby płyta "jest gotowa, ale Edyta jest taką perfekcjonistką, że non stop poprawia coś w warstwie muzycznej". Ja uważam, że ta płyta nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego. To aż dziwne, że piosenka, która w tekście zawierała wersy sugerujące dosłowne zniknięcie "Dokąd odeszłaś moja piękna?/Co z tobą stało się?/Zgubiłaś drogę." albo "Wiem, że jeszcze kiedyś nadejdzie taki dzień/W tłumie przechodniów/Całkiem przypadkiem ujrzę cię" nie mogły być przypadkowe. Być może Edyta wyczuwała, iż coś przeszkodzi jej wydać płytę i wysłała do fanów taką oto zaszyfrowaną informację? Mijały lata, a artystka pojawiała się sporadycznie- to w duecie z Krzysztofem Krawczykiem, to na koncercie jubileuszowym zespołu Myslovitz, ale płyty jak nie było tak nie ma. W końcu- po dekadzie milczenia coś się wydarzyło. Wielki powrót rozpoczęty koncertem na Orange Warsaw Festival, zapowiedź nowej płyty- o jakże ciekawym tytule Tam, dokąd zmierzasz i wywiady do gazet, gdzie piosenkarka wyjaśniała szczegóły zniknięcia dały fanom nadzieję. Na festiwalu gwiazda wykonała dwie piosenki ze swojego przyszłego krążka- Madame Bijou oraz Upaść, by wstać. Chwilę potem usłyszeliśmy informację, iż Edyta nagrywa dla Disneya! Piosenka Witaj w moim świecie- nagrana na potrzeby Kubusia Puchatka była pierwszym utworem do bajki tej hollywodzkiej wytwórni, skomponowanej przez Polaka. Powód do dumy dla wszystkich fanów Edyty. Na zdjęciach promocyjnych, teledysku do piosenki i koncertach Edyta wygląda świetnie! Kto by uwierzył, że w wieku 47 lat można wyglądać tak młodo? Jeżeli Edyta naprawdę zniknęła z powodów zdrowotnych, to naprawdę kuracja wyszła jej genialnie. Ostatnio rozpoczęła nawet mini-trasę koncertową, gdzie gra kolejną nową piosenkę- Renovatio. Wygląda na to, że ona naprawdę wstaje i uważam, że już niedługo wróci w wielkim stylu. Ponoć w Lutym wchodzi do studia, by nagrać wokale na płytę. Kto wie? Może naprawdę Edyta Bartosiewicz Upadła, by powstać? A może to kolejny blef, by po prostu trzymać przy sobie fanów? Przekonamy się na własnych uszach już niedługo. Tymczasem- pozostaje nam czekać na powrót artystki.

Post Scriptum.
Artykuł jest naprawdę długi- aż sam nie wierzę, że tak bardzo się rozpisałem, kiedy nie dysponuję jakimiś ogromnymi pokładami weny twórczej. Postanowiłem, iż ten "urodzinowy prezent" dla Edyty Bartosiewicz będzie początkiem serii. Jak pewnie zdążyliście się domyślić posty o tytule "Przyjrzyjmy się..." będą zawierały krótką biografię artysty/zespołu, aby ci którzy nie znają- poznali, a ci którzy już znają dokonania opisywanych bohaterów, dowiedzieli się może czegoś nowego. Chciałbym wam ze szczerego serca podziękować za to, że jesteście i że czytacie mojego bloga- bez was nie dałbym sobie rady i pewnie dawno temu bym to skończył. Z Korepetycjami z muzyki wiążę większe plany i staram się myśleć przyszłościowo (o efektach dowiecie się już niebawem :)). Oprócz serii "Przyjrzyjmy się" mam jeszcze trzy inne pomysły, ale na razie nie będę ich zdradzać. Dowiecie się wszystkiego jako pierwsi, gdy tylko uzyskam porządane efekty w postaci kolejnych postów.
Pozdrawiam z całego serducha wszystkich czytających.
Waflekins.